Degeneracja Unii
Unia Europejska zakończyła stary 2022 rok aferą korupcyjną, której skala dla wielu komentatorów znacznie wykracza poza wąskie grono współpracowników byłej już wiceprzewodniczącej PE. W związku z tą aferą, portal „Politico” przyjrzał się także dokładniej zarobkom europosłów. Wielu z nich wykazuje dochody za „bliżej nieokreślone konsultacje”, co może skrywać podejrzane dochody posłów. Z kolei wcześniejszy rok (2021) zakończył się ujawnieniem innego skandalu korupcyjnego z udziałem byłych i aktualnych wysokich urzędników UE. Wszystko to powinno stać się przyczynkiem do pytań o kondycję etyczną unijnych elit oraz jej polityczną legitymację do wyznaczania kierunków integracji europejskiej.
Przypomnijmy, w grudniu 2021 r. dziennik Liberation napisał o nielegalnie finansowanych ze środków publicznych (2010–2018) spotkaniach, których organizatorami mieli być brukselscy lobbyści oraz skazany później za oszustwa finansowe były audytor w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (K. Pinxten). W spotkaniach tych brali udział m.in. sędziowie TSUE, były szef Komisji (J-C. Juncker) i jego zastępca (J.Katainen) oraz urzędujący komisarz UE ds. budżetu (J.Hahn). Według dziennika, pod wpływem lobbystów znajdował się również szef Rady Europejskiej (Ch.Michel). Do "urabiania" unijnych urzędników miało dochodzić m.in. we francuskim zamku Chambord, słynącym z polowań organizowanych przez polityków i biznesmenów. Liberation ujawnił również, że KE oraz władze kilku państw naciskały na właściwe ograny, aby nie prowadzić śledztwa w tej sprawie. Z kolei afera z udziałem aresztowanej w grudniu 2022 r. Evy Kaili rozciąga się na innych polityków (procedura uchylenia immunitetu dwóm z nich jest w toku) ich współpracowników i lobbystów zaangażowanych w korupcję i pranie brudnych pieniędzy z udziałem przedstawicieli Kataru, a dotyczy uzyskiwania wpływu na decyzje UE, w tym kształtowania pozytywnego obrazu państwa Katar. Przy tej okazji podnosi się jednak, że Rosja korumpuje elity europejskie w tym samym celu, tyle że skuteczniej niż Katar (Z. Krasnodębski).
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że te same środowiska polityczne (a nierzadko ci sami politycy) wielokrotnie poddawały zdecydowanej moralno-politycznej krytyce polskie rozwiązania ustrojowe, zarzucając im brak gwarancji dla prawidłowego wykorzystywania środków unijnych czy podatność na wpływy polityczne. Trudno inaczej komentować taką sytuację, jak tylko poprzez odwołanie do przysłowiowej belki i drzazgi w oku, lub powiedzenia o latarni pod którą jest najciemniej. Inaczej mówiąc, poza dominującym w organach UE poczuciem wyższości, niektórym mogło wydawać się, iż w świetle jupiterów zagorzałej krytyki Polski, gorzej widać będzie ich własne błędy, braki czy nadużycia.
Tego typu afery rodzą jeszcze poważniejszy problem. Chodzi bowiem o sposób podejmowania decyzji przez organy UE i skalę oddziaływania na nie, przeróżnych grup nieco eufemistycznie określanych jako lobbingowe, a angażowanych przez międzynarodowe korporacje oraz państwa tak członkowskie, jak i te z poza UE. Skala tego rodzaju wpływu na decyzje UE ma zasadnicze znaczenie dla przyszłości UE.
Inną stroną procesu decyzyjnego w UE jest ukazywanie pozornych w istocie motywów poszczególnych rozstrzygnięć, tj. z pominięciem tych najważniejszych. Jaskrawym przykładem tego zjawiska jest kazus dyrektywy w sprawie pracowników delegowanych. Tajemnicą poliszynela jest to, że jej rzeczywistym, ale nie wyartykułowanym celem było ograniczenie konkurencyjności (poprzez podniesienie kosztów funkcjonowania) firm z Europy Środkowej, w tym przede wszystkim spedycyjnych, które do tego momentu rozwijały się dynamicznie, wypierając przewoźników z państw starej Unii. Dla uzasadnienia tych rozwiązań ukuto zgrabną formułę: „równa płaca za tą samą pracę w tym samym miejscu”. Oficjalnym motywem zmian była więc troska o warunki pracy i płacy pracowników państw nowej UE. Organy UE nie mogły przyznać, że ich celem jest wyhamowanie ekspansji przedsiębiorstw z jednych państw członkowskich dla wzmocnienia tych gałęzi usług w innych państwach. Podstawowym filarem UE jest bowiem swoboda przepływu usług. Koniecznym okazało się znalezienie innego możliwie wiarygodnego motywu wprowadzania zmian.
Oceniając tę sytuację z szerszej perspektywy można zaryzykować tezę, że swobodny przepływ osób, kapitału i usług jest dobry o ile służy państwom dominującym w UE, jeśli jest inaczej, tj. gdy firmy z tych państw zaczynają tracić rynki, to trzeba znaleźć sposoby aby tę sytuację odwrócić. Zasady te były w pełni afirmowane, gdy państwa naszej część Europy otwierały swoje rynki dla bardziej zaawansowanych technologicznie i dominujących kapitałowo przedsiębiorstw Zachodnioeuropejskich. Podlegają one znacznym modyfikacjom, gdy w poszczególnych segmentach gospodarki firmy te tracą swoją konkurencyjność. Inaczej mówiąc, liczy się przede wszystkim interes Unii lub najsilniejszych państw członkowskich.
Wybiórcze wskazywanie motywów poszczególnych decyzji musi prowadzić do systematycznego obniżania zaufania do organów UE. Może rodzić bowiem wiele wątpliwości co do realnych intencji decydentów. Przykładowo nie ma pełnej jasności, na ile w procesie tzw. dekarbonizacji chodzi rzeczywiście o ochronę środowiska naturalnego, a na ile o interesy ekonomiczne Niemiec dążących do zdominowania handlu tanio pozyskiwanym gazem z Rosji albo czy pod oficjalnie podawanymi celami programu Fit for 55 nie kryją się jakieś partykularne interesy.
Powstaje też pytanie o odpowiedzialność za konsekwencje podejmowanych pod wpływem organów UE decyzji. W kontekście wojny na Ukrainie można tylko spekulować, jaki wpływ na sytuację polityczną Polski miałoby natychmiastowe zaprzestanie wydobycia węgla w kopalni Turów (a więc i wtrzymanie pracy elektrowni) zgodnie z decyzją TSUE (wydaną 21 maja 2021 r., sprawa C-121/21). Kompleks Turów dostarcza ok. 7% krajowej produkcji energii elektrycznej, co pokrywa potrzeby około 3,2 miliona gospodarstw domowych. Z perspektywy kilkunastu lat warto byłoby też dokonać oceny skutków przegranego przez polski rząd sporu z KE o sposób przeciwdziałania pladze szkodnika w Puszczy Białowieskiej (2016-2018). Spór ten ostatecznie został zakończony zakazem wycinki chorych drzew przez TSUE. Teraz można by stwierdzić kto w nim miał rację.
Zasadnicze znaczenie ma jednak kwestia konsekwencji dla poszczególnych państw i ich obywateli wdrażania unijnej walki ze zmianami klimatycznymi. Jak wiemy koszty stworzonego przez UE rynku handlu emisjami CO 2 i dopuszczenie do spekulacji na tym rynku już obciążają poszczególne gospodarki, a od 2027 r. do systemu zostanie włączony transport drogowy i ogrzewanie domów, od 2035 r. – zgodnie z planami – dojdzie do zakazu sprzedaży aut spalinowych. Wszystko to w zasadniczy sposób zmieni warunki życia poszczególnych społeczeństw. Nie wydaje się, aby wprowadzanie tak daleko idących zmian posiadało akceptację społeczną. W każdym razie nikt, jak dotąd, obywateli UE o nic nie pytał.
Od przyjęcia Traktatu Lizbońskiego Unia Europejska staje się co raz bardziej instytucją oligarchiczną i antydemokratyczną. Ciekawe jak długo jej obywatele będą to znosić!
Marian Piłka
Historyk, publicysta, ekspert Instytutu Ordo Caritatis, członek Prawicy Rzeczypospolitej. Poseł na Sejm I, III, IV i V kadencji. Radny Sejmiku województwa mazowieckiego V kadencji. Prezes Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego 1996 -2000.



